Produkcja benzyny syntetycznej w Wałbrzychu

leuna

Wałbrzych. Zdjęcie przedstawia klasyczny widok na serpentynę ulicy Piłsudskiego (Verbindungsstr) która prowadzi do dzielnicy Nowe Miasto (Neustadt). W tym sielskim widoczku pochodzącym prawdopodobnie z początku lat 30 tych uwagę zwraca jeden szczegół mający powiązanie z nadchodzącymi ponurymi czasami. Na jednym z budynków znajduje się reklama firmy Leuna.

leuna_small

Leunabenzin_logo

Historia tej firmy sięga I Wojny Światowej kiedy to koncern chemiczny BASF (Oppau) produkujący m.in. materiały wybuchowe postanowił wybudować nową fabrykę, będącą poza zasięgiem francuskich wojsk. W 1920 roku nastąpiła fuzja fabryk z Oppau i Leuna – nowa nazwa to Ammoniakwerke Merseburg-Oppau GmbH. W 1925 roku BASF staje się jedną ze spółek koncernu I.G. Farben. W ramach koncernu Leuna Werke specjalizuje się w wytwarzaniu benzyny syntetycznej z węgla bruntatnego, a być może także z kamiennego (co tłumaczyłoby jej obecność w Wałbrzychu). Podczas II Wojny Światowej, wobec rosnącego znaczenia benzyny syntetycznej (Niemcy nie mieli własnych złóż ropy naftowej), I.G. Farben staje się głównym koncernem chemicznym III Rzeszy o znaczeniu strategicznym. Firma masowo wykorzystuje do pracy więźniów a jej filia istnieje nawet w obozie koncentracyjnym Auschwitz (I.G. Farbenwerk Auschwitz).

Czytaj dalej

Wałbrzych – Mauzoleum czyli Totenburg

 

MauzoleumIdąc niebieskim szlakiem zaczynającym (lub kończącym) się przy ul. Lewartowskiego w Wałbrzychu w stronę Niedźwiadków (trzy wierzchołki 604, 623 i 629 n.p.m. ) po minięciu ul. Nowowiejskiej napotkamy nietypową, kamienną budowlę. Jest to wałbrzyskie Mauzoleum. Zostało ono wybudowane w latach 1936 (niektóre źródła mówią o 1935) – 1938. Budowla ma formę prostokąta o wymiarach 28X24,5m mury mają wysokość 6 i 7,5 m. Na narożach budynku mieszczą się kwadratowe baszty (w dwóch z nich wystawiano księgi pamiątkowe). Wnętrze budynku to krużganek z arkadami okalający wewnętrzny dziedziniec na którego środku znajdował się kiedyś znicz z brązu. Mauzoleum swoją formą ma nawiązywać do twierdzy. Mauzoleum było elementem niemieckiego programu wznoszenia pomników chwały (Ehrenmal). Obiekt zaprojektował bawarski architekt Robert Tischner. Miał to być swoisty “zamek poległych” (Totenburg). Obiekt miał upamiętniać 177 tysięcy (tu podaje się różne liczby) Ślązaków poległych w czasie I Wojny Światowej, 21 (też róznie się podaje) nazistów poległych w różnych potyczkach w walce o władzę (bijatyki z komunistami itp.) oraz górników poległych w wypadkach.

Czytaj dalej

Wydarzyło się 70 lat temu…

Wieczorem 8 maja 1945 podpisano w Berlinie akt bezwarunkowej kapitulacji sił zbrojnych III Rzeszy. Jedna z ostatnich potyczek II Wojny Światowej w Europie rozegrała się rankiem 8 maja w okolicach Świebodzic pomiędzy 337 pułkiem grenadierów a szpicą wojsk radzieckich, tak ją opisuje generał major Hans von Ahlfen w swojej książce „Walka o Śląsk 1944/1945”:

„Nadszedł rozkaz aby nocą z 7 na 8 maja opuścić pozycje i pod ochroną straży tylnej przez Świebodzice – Szczawno – Boguszów – Kamienną Górę wymaszerować w kierunku Trutnova ( w Czechach). Odwrót odbył się planowo wraz z zapadnięciem zmroku i bez presji ze strony wroga. Gdy rankiem 8 maja pułk pokonując zwężenie pod Świebodzicami wkroczył na drogę prowadzącą przez Szczawno pod górę do Boguszowa, na zaczynający się tu teren gór, a za strażą całkowicie zgodnie z planem z głośnym hukiem wyleciał w powietrze most w Świebodzicach, był to prawdopodobnie dla wroga sygnał do startu. Naraz, patrząc ze wzgórza przy południowych krańcach Świebodzić na rozległą Nizinę Śląską, z lasów i miejscowości wylały się nieprzyjacielskie czołgi i piechota. Ale znajdujące się na korzystnej pozycji ogniowej na przełęczy świebodzkiej działa szturmowe tylko na to czekały. Jak określił to obserwujący całą sytuację dowódca pułku, pułkownik Albinus, widok płonących nieprzyjacielskich czołgów – a mogło ich być od 10 do 15 – przyniósł satysfakcję. Cios ten wystarczył nieprzyjacielowi. Słaby ogień jednego z czołgów nie wyrządził żadnych szkód, artyleria nie strzelała, nie przeszkadzały również samoloty”.

Von Ahlfen pisząc o „przełęczy świebodzkiej” ma na myśli tę przełęcz pomiędzy Liskiem (399) a bezimiennym wzgórzem 378, która stanowi swoistą bramę do Wałbrzycha od strony Świebodzić ( przełęcz zaczyna się tam gdzie droga ze Świebodzić w kierunku Wałbrzycha spotyka się z obwodnicą Świebodzić – której w 1945 roku oczywiście nie było ). Jeśli wziąć pod uwagę brak zadrzewienia, to okolice przełęczy stanowiły faktycznie dobrą pozycję strzelecką – rozciąga się z nich  szeroki widok na Obniżenie Podsudeckie (czy jak chce Ahlfen na Nizinę Śląską). Warto zwrócić uwagę, że straty sowietów były dość duże, i wg. dzisiejszych standardów potyczka ta uchodziłaby za dość sporą bitwę, ale w realiach II Wojny Światowej był to po prostu jeden z wielu incydentów.

Przełęcz„przełęcz świebodzka”

Widok z przełęczyWidok z przełeczy – zadrzewienie nie pozwala na zrobienie zdjęcia z wyższego punktu, jednak w 1945 musiał rozciągać się z tego miejsca rozległy widok.

ŚwiebodziceŚwiebodzice widoczne z miejsca będącego poniżej przełęczy.

 

 

Lipa Siedmiu Braci

Lipa Siedmiu Braci, a kiedyś  Sieben Brüder   taka nazwa tej wielopniowej lipy widnieje na starych niemieckich mapach. Dzisiaj pni zostało tylko pięć.  Drzewo znajduje się na przełęczy pomiędzy górami Lipięc  i Przygrodna (a wszystko to nieopodal tamy w Lubachowie). Łatwo je znaleźć, ponieważ ktoś wpadł na dziwaczny pomysł oznaczenia kilku ciekawostek w okolicy ( w tym i tej lipy)  wielkimi białymi literami.

 

Lipa Siedmiu Braci Lipa Siedmiu Braci Lipa Siedmiu Braci Lipa Siedmiu Braci

Hexenstein

Hexenstein – kamień czarownic (dzisiaj nieszczęśliwie nazwane Babim Kamieniem) – gnejsowe skałki znajdujące się na szczycie góry o tej samej nazwie w Górach Sowich. To o nich, „Jeden z najwybitniejszych badaczy europejskich tradycji ludoznawczych”  Will-Erich Peuckert pisał: „Czarownice z środkowej części Śląska wybrały kamień na południe od Kinsburga (zamku Grodno)” . Miejsce jest jak najbardziej odpowiednie dla czarownic i ich niecnych działań.  Znajdziemy tutaj skałkę z której śmiało można startować na miotłolatania, czy też coś na kształt stolika przy którym Czarownice mogły coś upichcić . Miejsce dzisiaj zupełnie już zapomniane, i może warto je przypomnieć – co też czynię niniejszym wpisem.

2014-12-10_140814Na jednej ze skał widać czarownicę, pozostawioną tutaj z jakiś powodów przez koleżanki 😉